niedziela, 10 lipca 2016

I love you, and it's killing me...

,,I believe, that we all fall down, sometimes.
Can’t you see, that we all fall down, sometimes..."
(,,Wierzę, że wszyscy czasem upadamy. Nie widzisz, że czasem wszyscy upadamy?'')


Po tytule posta można od razu się domyślić, że będzie to jakieś żałosne użalanie się nastolatki nad sobą, bo chłopak jej nie chciał. I pewnie tak jest, ale mimo że jestem tego świadoma i tak myślę, że powinnam o tym tutaj wpomnieć; w końcu to moje myśli. Byłam kiedyś zakochana, nie może raczej zauroczona, bo o tym pierwszym przekonałam się trochę później. Podobal mi się kiedyś chłopak, który prawie w ogóle nie zwracał na mnie uwagi, a ja głupia myśłam, że się w nim zakochuję... Nic bardziej mylnego; a dlaczego? Bo zwracałam uwagę tylko na jego wygląd, kompletnie go nie znając.Pamiętam jak przychodził do szkoły, a ja leciałam do przyjaciółek i zdawałam relacje jak to on dzisiaj pięknie wyglada... tak, zdecydowanie to było zauroczenie. Uważałam go za kogoś w porządku, ale pozory często mylą, zresztą na podstawie wyglądu nie można oceniać charakteru. I pewnie wszystko byłoby tak samo, może gorzej, a ja wiecznie żyłabym w tym głupim ,,uwielbieniu". Przejrzałam na oczy, a raczej ktoś mi je otworzył, ktoś kto dowiedział się wszystkiego i przemówił do rozsądku. Przyjaciel. Może nie do końca zaufany, ale ,,przyjacielowi" zawsze się wierzy... Wiedział wszystko, do tej pory wie, mimo że nie jesteśmy już blisko. To był rok czegoś nowego, dowiadywania się o sobie jak najwięcej, szczęśliwych, ale też smutnych chwil...Wspólna nauka, sekrety i miłe słowa stworzyły coś okropnego. Coś co dla mnie było straszne do zniesienia przez pół roku. Towarzyszyła mi tylko myśl, żeby jak najszybciej się stąd wydostać, ale jednocześnie zostać na długo. On niczego nieświadomy, a ja za każdym razem, gdy widziałam go z dziewczyną miałam ochotę walnąć sobie w ten ,,głupi łeb", za to, że rok temu się w to wpakowałam. Był tak blisko, często dla swojej korzyści, ale nie chciałam tego do siebie dopuścić. Tak blisko, a jednocześnie cholernie daleko. Bezsilność, bo tak mogę to nazwać- jest straszna. Obawa przed zniszczeniem przyjaźni, moim ,dla niego nic nieznaczącym, wyznaniem była zbyt duża. Nie poszłam na przód...A teraz, kiedy każdy poszedł w swoją stronę, ten kontakt jest mniejszy, a to coś w środku i tak boli. Tłumaczę sobie tylko, że nie byłam w stanie nic zrobić i kiedyś przejdzie... Przepraszam; może kogoś tym zanudziłam, ale dla mnie to chyba minimalna ulga napisać to gdzieś...
Hemmx


Black Veil Brides- Lost It All





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz