niedziela, 17 lipca 2016

...just a simple words

,,...jeśli chce się utrzymac kontakt, to się go utrzymuję bez względu na wszystko''

Pisząc do kogoś proste ,ale o wielkiej wadze słowa typu :kocham Cię, tęsknie za Tobą, jesteśmy przekonani, że w zamian otrzymamy to samo wyznanie. A jednak gdzieś w środku czai się taka mała obawa i bardzo chcemy to usłyszeć, a czasem nawet musimy... Niby proste słowa, które tak często padają z naszych ust, a potrafią nas uszczęśliwić bardziej niż najlepszy prezent. Ostatnio sama zostałam tak uszczęśliwiona przez osobę, po której kompletnie bym się tego nie spodziewała; zwykłe dziękuję za wszystko było warte więcej niż wszystkie inne małe gesty... Oświadczenie, że ,,nie zamierzam Cię zostawić'' czy ,,razem damy radę'', powiedziane z taka szczerością to najlepsze, co można usłyszeć. Dla mnie jest to cholernie dobre uczucie, słyszeć te banalne zwroty, ale teraz jest to to, czego na chwilę obecną potrzebuję. Ale... zawsze musi być jakieś ,,ale", bo przecież chociaz raz nie może być idealnie... Często te słowa rzucane są na wiatr, a potem ludzie zachowują się jakby ich nigdy nie było. Kłócą się, wypominają wszystkie złe rzeczy i twierdzą, że się nienawidzą. TO PO CHOLERĘ MÓWIĆ ŻE SIĘ KOCHA! Nie zrozumiem tego nigdy, jeśli nie jesteśmy pewni to po co wyznawać miłość? Żeby potem powiedzieć równie proste i banalne słowa, które ranią gorzej niż najgorszy ból fizyczny? Owszem, jest tłumaczenie, że te słowa są rzucane podczas gniewu i my staramy się to rozumieć, ale to zostaję w naszej podświadomości i czasami o sobie przypomina...Przez takie coś się niszczymy... Więc co nas karmi? Potrzebujemy jak najwięcej zwykłych, prostych ,,dzięki że jesteś i bedziesz ze mną'', a nie rozległych i pisanych godzinami przemów weselnych, które zawierają dozgonną miłość, która kończy się po kilku latach rozwodem...Postanowiłam, że postaram się jak najczęściej używać tych prostych formułek, czy nawet głupich emotikonek, a w zamian oczekuję tego samego...
Hemmx

5 Seconds Of Summer-Amnesia


niedziela, 10 lipca 2016

I love you, and it's killing me...

,,I believe, that we all fall down, sometimes.
Can’t you see, that we all fall down, sometimes..."
(,,Wierzę, że wszyscy czasem upadamy. Nie widzisz, że czasem wszyscy upadamy?'')


Po tytule posta można od razu się domyślić, że będzie to jakieś żałosne użalanie się nastolatki nad sobą, bo chłopak jej nie chciał. I pewnie tak jest, ale mimo że jestem tego świadoma i tak myślę, że powinnam o tym tutaj wpomnieć; w końcu to moje myśli. Byłam kiedyś zakochana, nie może raczej zauroczona, bo o tym pierwszym przekonałam się trochę później. Podobal mi się kiedyś chłopak, który prawie w ogóle nie zwracał na mnie uwagi, a ja głupia myśłam, że się w nim zakochuję... Nic bardziej mylnego; a dlaczego? Bo zwracałam uwagę tylko na jego wygląd, kompletnie go nie znając.Pamiętam jak przychodził do szkoły, a ja leciałam do przyjaciółek i zdawałam relacje jak to on dzisiaj pięknie wyglada... tak, zdecydowanie to było zauroczenie. Uważałam go za kogoś w porządku, ale pozory często mylą, zresztą na podstawie wyglądu nie można oceniać charakteru. I pewnie wszystko byłoby tak samo, może gorzej, a ja wiecznie żyłabym w tym głupim ,,uwielbieniu". Przejrzałam na oczy, a raczej ktoś mi je otworzył, ktoś kto dowiedział się wszystkiego i przemówił do rozsądku. Przyjaciel. Może nie do końca zaufany, ale ,,przyjacielowi" zawsze się wierzy... Wiedział wszystko, do tej pory wie, mimo że nie jesteśmy już blisko. To był rok czegoś nowego, dowiadywania się o sobie jak najwięcej, szczęśliwych, ale też smutnych chwil...Wspólna nauka, sekrety i miłe słowa stworzyły coś okropnego. Coś co dla mnie było straszne do zniesienia przez pół roku. Towarzyszyła mi tylko myśl, żeby jak najszybciej się stąd wydostać, ale jednocześnie zostać na długo. On niczego nieświadomy, a ja za każdym razem, gdy widziałam go z dziewczyną miałam ochotę walnąć sobie w ten ,,głupi łeb", za to, że rok temu się w to wpakowałam. Był tak blisko, często dla swojej korzyści, ale nie chciałam tego do siebie dopuścić. Tak blisko, a jednocześnie cholernie daleko. Bezsilność, bo tak mogę to nazwać- jest straszna. Obawa przed zniszczeniem przyjaźni, moim ,dla niego nic nieznaczącym, wyznaniem była zbyt duża. Nie poszłam na przód...A teraz, kiedy każdy poszedł w swoją stronę, ten kontakt jest mniejszy, a to coś w środku i tak boli. Tłumaczę sobie tylko, że nie byłam w stanie nic zrobić i kiedyś przejdzie... Przepraszam; może kogoś tym zanudziłam, ale dla mnie to chyba minimalna ulga napisać to gdzieś...
Hemmx


Black Veil Brides- Lost It All





poniedziałek, 20 czerwca 2016

Time For Changes...

,,Welcome to the future
Dream a little bigger
And it's a fresh start fever,
Fresh start fever
Welcome to the future..."
 (,,Witaj w przyszłości, marz trochę mocniej;to jest świeży początek gorączki..'')

Każdy czasem pragnie jakiejś odmiany;czegoś nowego, bo to ,,stare" już się znudziło. Niektórzy zmieniają swoje nawyki czy ubrania, a znowu ktoś inny zmieni swoją ,,zabawkę" w klubie na nowszy model. Ostatnio dużo myślę i dochodzę czasami nawet do sensownych wniosków; ale wracając... zastanawiałam się nad tym, jak moje życie przez ostatni czas się zmieniło i zachciałam coś jeszcze w tym wszystkim zmienić... Wygląd? Otoczenie-ale nie przyjaciół(a raczej przyjaciółkę), bo oni zostają. Nawyki czy codzienne przyzwyczajenia? To wszystko to jest po prostu rutyną, która nas cholernie przytłacza. A teraz kiedy wielu z nas kończy szkołę i rozstaje się ze znajomymi, pojawia się idealna okazja, żeby się zmienić i pokazać innym z lepszej strony; zacząć wszystko od nowa z czystą kartą. I ja tak chcę postąpić. Kończę właśnie gimnazjum i naprawdę się z tego cieszę, bo mimo tego, że będę pewnie za niektórymi tęsknić to chcę się kompletnie od nich odciąć. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to od września moje życie bardzo się zmieni. Dotarło do mnie to, że nie chcę utrzymywać z kimś kontaktu przez Skype'a czy Fb... To i tak się potem zatrze,a ból po stracie jest okropny. Po ukończeniu jakiegoś etapu szkoły, każdy rusza w swoją stronę, a głupie obiecywanie, że kontakt będzie taki sam- jest bez sensu. To nigdy nie będzie takie same; z czasem pojawią sie nowi znajomi i zostają tylko krótkie rozmowy telefoniczne. Ja doszłam do wniosku i może Wy też coś sobie uświadomicie. A mianowicie- postanowiłam sobie, że trzymam się tego, co jest pewne; tych ludzi, których wiem, że mnie nigdy nie zostawią i z którymi będę miała dobry kontakt; pewnym jest to, że kończę z fałszywymi,starymi znajomymi czy niespełnioną miłością i skupiam się na teraźniejszości, na tym, co robię i kto jest zawsze przy moim boku. I Wam również życzę dobrego, świeżego startu na przyszłość.
Hemmx :)

You Me At Six- Fresh Start  Fever




sobota, 4 czerwca 2016

I'm afraid to be alone...

,,When I wake up, I'm afraid
Somebody else might take my place''
( ,,Kiedy się budzę, boję się, że ktoś inny może zająć moje miejsce'')
Jest coś takiego jak strach przed tym, że możemy zostac sami? Oczywiście, że jest. Chodzi mi o tą samotność, która charakteryzuje się brakiem przyjaciół czy znajomych...Uczucie straty kochanej osoby, zmarnowania kilku lat zostaje w pamięci na długo i ciężko się po tym pozbierać. Natomiast gdy już wyjdziemy na ,,prostą" i mamy nową przyjaciółkę czy przyjaciela, żyjemy w ciągłym strachu, pod presją, żeby wszystko było OK, bo cholernie boimy się stracić znowu tej ważnej dla nas osoby... Czemu o tym pisze??? Przeżywam dokładnie to samo, co opisałam powyżej; jestem 16-letnią dziewczyną, która nie wyróżnia się z tłumu, lubi ubierać się na czarno i słucha ciężkiej muzyki(niektórzy uważają mnie za diabła-jak milutko:***). Ale w swoim krótkim życiu pzeżyłam już kilka rozczarowań moimi przyjaciółkami, a prawie codziennie mój przyjaciel po prostu mnie dołuje...Ktoś mądry spytałby po co mi taka znajomość? A ja nie wiedziałabym co odpowiedzieć, ale o tym innym razem. Ponad miesiąc temu wymieniłam się dość mocnymi słowami z moją przyjaciółką i do tej pory nie jest ciekawie.Straciłam ją już  któryś raz, czasami z mojej winy, ale każdy popełnia błędy i za każdym błędem bolało jak cholera. Ale przejrzałam na oczy...  Pewien leniuch przytoczył mi kiedyś bardzo ważne słowa o tym, żeby nie dawać się sciągać w dół przez innych ludzi i nie pozwolić ograniczać się. Człowiek dostrzega takie rzeczy po fakcie. Mimo tego, że coś się zmienia w przyjaźni, to jednak zostają te dobre wspomnienia i każda taka strata boli jak diabli i potęguje uczucie strachu. Jestem na tym punkcie tak przewrażliwiona, że potrafię kilka razy pytać się, czy wszystko jest OK, nawet jesli nic nie zrobiłam. Ta obawa przed kolejną utratą tak ważnej i wspaniałej przyjaciółki jest straszna, ciężko się jej pozbyć. Dopiero wtedy, gdy upewni mnie, że nigdzie się nie wybiera-czuję ulgę... Nwm, może jestem jakaś dziwna, ale pewnych rzeczy bardzo się boję i mam nadzieję, że dzięki niej kiedyś to się zmieni.
Do zobaczenia
Hemmx

The Neighbourhood-Afraid

środa, 1 czerwca 2016

Na wstępie...

Właśnie...
Na wstępie; najgorzej w sumie to zacząć, bo potem pójdzie z górki(mam nadzieję). Może zacznę od tego, co mnie nakłoniło to tego bloga, a może powinnam raczej powiedzieć ,,kto" mnie namówił. Mogę śmiało stwierdzić, że wiele(o ile nie wszystko) zawdzięczam mojej kochanej przyjaciółce, która potrafi przemowić mi do rozumu i czasami nawet dać porządne kazanie,bo gdyby nie ona, byłoby naprawdę kiepsko ze mną....Więc tak, dziekuję bardzo:** A wracając, nie mam jakiegoś konkretego planu na tego bloga; pewnie większość będzie na spontanie, ale mam nadzieję, że chociaż komuś przypadnie do gustu...W mojej głowie mam wizję z mnóstwem zdjęć, piosenek, ciekawych filmikow, książek, które wyjątkowo przypadły mi do gustu i pewnie wiele innych rzeczy...A dlaczego ze zwykłego zeszytu w kratkę postanowiłam przenieśc się online? Głównie chyba dlatego, że tutaj ktoś może poczytać moje myśli, może mamy podobne problemy, z którymi niekoniecznie dajemy sobie radę;bo prawda jest jednak taka, że nasz zeszyt jest ściśle tajny i nikt nigdy nie zajrzy do środka oprócz nas samych. Więc czy jest sens bardziej zagłębiać się w przygodę z pamiętnkiem czy dziennikiem? Każdy ma inne zdanie-moje jest własnie takie... Tytuł bloga- dość specyficzny i bardzo dużo mi mówi. ,,Ona była huraganem''? Można by rzec, że nie ma w tym nic specjalnego, ale dla mnie wiąże się z tym wiele. Kilka lat temu sama byłam takim huraganem; wiecznie zabieganym, niewiedzącym, czego chce od życia... Środowisko i ludzie nas wychowują i mnie wychowały tak, że już nie jestem tym huraganem, tylko dziewczyną, która często upada, wciąż nie ma tyle pewności siebie, ale zaczyna stawiać wolne, lecz stabilne kroki po tym świecie. I mam nadzieję, że te kroki będą coraz szybsze i dzięki temu blogowi stanę się bardziej pewna siebie...
Do zobaczenia
Hemmx :)

Sunrise Avenue-Welcome To My Life